poniedziałek, 20 kwietnia 2015

18. Żałosne.

Wiecie co? Jestem żałosna. Próbuję odchudzić się z tłuszczu który zalewa moje ciało i z czego zdaję sobie sprawę, a ciągle to zawalam. To nie jest do cholery takie trudne! Wystarczy postawić sobie jasny cel. I potrafię to. Kiedy jestem w domu, sama. A kiedy wychodzę ze znajomymi wszystko się zmienia, nagle zapominam o tym i nawet jeśli gdzieś w kąciku głowy odzywa się myśl o kościach to wystarczy spojrzenie na chipsy i już mózg jest wyłączony. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem, jak można być tak żałosnym. Chciałabym jeść przynajmniej NORMALNIE skoro nie potrafię już jeść minimalnie. Serio. Bo nikt normalny nie siada z piwem zagryzając chipsami, jedząc bagietkę czosnkową, a potem bułkę z kremem czekoladowym, a jednocześnie boi się mleka 3,5%. Każdy normalny, przeciętny człowiek napije się piwa raz na jakiś czas, przegryzie chipsami czy zamówi nawet pizzę. I tyle. A ja? Jak już siądę na dupie ze znajomymi to cokolwiek jadalnego pojawi się na stole i nie ma w sobie mięsa, to znika w moim żołądku. Chyba zanim siądę wszystko powinnam zalewać tłuszczem zwierzęcym dla pewności że tego nie zjem... Nieważne, pewnie macie mnie dosyć. Zresztą już nieraz trafiłam na hejty w postach innych o ludziach mojego pokroju- którzy sobie nie radzą z niejedzeniem. Ok, nie potrafię. Ale się nie poddam.
Spalone 206kcal spacerem, 3min nożyc, 60 przysiadów, gra na kinekcie. Zjedzone kalorie: miliony. Sama sobie muszę dawać kary na wychodzenie z domu najwyraźniej, bo tylko wtedy nie wpierdalam jak głupia. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, może przez to, że dzięki nim czuję się jeszcze gorzej, bo zawodzę nie tylko siebie, ale i Was, kiedyś się ogarnę. Może to będzie jutro.
Powiedziałam ostatnio, że raz w tygodniu mogę sobie pozwolić na piwo, cóż, w takim razie dziś był ten dzień... Chce mi się płakać, ale nad kimś tak żałosnym jak ja nie ma sensu, więc muszę się wziąć w garść i tyle, nie ma użalania się, skoro jestem żałosna, to muszę to zmienić i tyle. Przepraszam Was.
Kolega powiedział mi dziś, że jestem chuda. Potem zaczęłam jeść jak szalona, żeby tylko to spieprzyć.

10 komentarzy:

  1. Pierwsza rzecz - nie martw się tymi "hejtami". Jeżeli ktoś, kto ma z Tobą problem, nie jest w stanie powiedzieć Ci tego wprost, to nie jest wart Twoich nerwów. Po prostu omijaj pewne blogi ogromnym łukiem, bo ja chyba wiem, o których mówisz. Sama mam czasami wrażenie, że pewne posty skierowane są do mnie.

    Nie martw się tymi kaloriami. Na pewno Ci się nic nie stanie, o ile nie będzie z tego jakiegoś chorego ciągu. Po prostu wróć do stałego limitu, jak gdyby nigdy nic, i żyj dalej. Ja wiem, o co Ci chodzi z tym jedzeniem bez końca, sama tak mam. Jak już coś zacznę jeść, to nie przestanę, dopóki nie będę mogła już nic w siebie wepchnąć. Choć oczywiście umysł podpowiada mi - nie brnij w to, możesz się jeszcze uratować. Ale to na próżno.

    Pytanie - bez zbędnych kurtuazji i nazywania siebie grubą - ta dieta to nagły pomysł czy skutek choroby? Masz niedowagę, prawda? To jest u Ciebie naturalne, czy sama doszłaś do tak niskiej wagi?

    Trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy ten post nie był dokładnie o mnie i tylko o mnie, ale o ludziach podobnych do mnie- którzy raz dają radę, a po chwili już zawalają. W sumie trochę to rozumiem, bo ile można czytać najpierw "super, dałam radę", a następnego dnia "jestem grubasem", rozumiem doskonale, bo sama siebie mam już dosyć ;).
      Tak, mam dokładnie tak samo, część mnie mówi że wystarczy i jestem pełna, a druga część krzyczy że skoro już i tak zawaliłam to mogę to kontynuować..
      Sama nie wiem jak właściwie opisać swoją historię. Jakieś 5 lat temu się zaczęło. Przestałam jeść po kłótni z mamą, potem teoretycznie wszystko z nią się uspokoiło itd, ale ja uznałam że skoro wytrzymałam już 3 dni bez jedzenia, to czemu miałabym teraz zacząć jeść jak dawniej? Przecież skoro to potrafię, to mogę przy okazji schudnąć! Wtedy ważyłam 48,6kg wg pamiętnika, ale wiem, że wyglądałam jeszcze grubiej niż teraz[wzrost 162cm], najniższą miałam 43kg. Ogółem lekarka stwierdziła u mnie anoreksję, ale jakoś sama z tego "wyszłam", czyli zaczęłam tak często się obżerać, że już nie miałam kiedy się głodzić. Potem próbowałam znowu, ale już nie potrafiłam, brakowało mi siły nawet na jeden dzień głodówki. I po tylu latach próbuję znowu do tego wrócić, z podobnie żałosnym skutkiem. Teraz z wagi około 53kg zeszłam do 46 mniej więcej ćwiczeniami i zdrowszą dietą, ale i to zepsułam, więc teraz startuję z tymi 47.9kg od nowa.
      Dziękuję ;*

      Usuń
  2. Popełniasz duży błąd. Zamiast mówić sobie - to będzie może jutro, stwierdź raczej - tak to będzie NA PEWNO jutro. Przez "może" tylko się hamujesz. Myślisz, jak nie dziś to może jutro? Acz ile razy będziesz sobie powtarzała "może od jutra". W ogóle to mów, że od teraz.

    I nie jesteś żałosna. Jedzenie może być uzależnieniem, tak samo jak i niejedzenie. Tych problemów nie powinno się porównywać. Jeden ma problem z tym, a drugi z tamtym. Ja sama nigdy nikogo nie potępiałam, ani nie krytykowałam.

    Także mam nadzieję, że rano przeczytasz mój komentarz i od razu obudzi się w Tobie myślenie "tak, to jest mój czas". Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, masz rację. Skoro potrafię być silna w domu, w samotności, to czemu nie przy innych? Kiedyś przy innych tym bardziej krępowałam się jeść, więc powinnam do tego wrócić. To MUSI być mój czas :D Dziękuję ;*

      Usuń
  3. Przechodzę dokładnie przez to co ty kochana. Doszłam do wniosku, że to mechanizm autoagresji. skoro chcę być chuda to najgorszą karą jest jedzenie. Może u ciebie też tak jest? Jesteś tu z nami a my z tobą i zawsze możesz liczyć na nasze wsparcie. Co się stało to się nie odstanie. Liczy się teraz. A co z tym zrobisz? Zależy od ciebie. Trzymam za ciebie kciuki kruszynko
    http://anamylastchance.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo ;* Gdyby nie Wy, to chyba cały czas jadłabym jak gruba świnia i wyglądała nie lepiej. W sumie brzmi dosyć logicznie, nie wiem, może to to. Pasowałoby, bo kiedy nie zależało mi na byciu chudzinką, pozwalałam sobie na piwo, chipsy itd, ale nie tak obsesyjnie jak teraz, nie rzucałam się tak na nie. A może to teraz mi się tak wydaje, bo wtedy nie miałam wyrzutów sumienia z tego powodu? Nie wiem, najważniejsze, że dziś nowa szansa dla mnie i nie pozwolę jej sobie spieprzyć ;D.

      Usuń
  4. Kochanie, wszystko sie ułoży, może masz gorszy czas. Będzie lepiej, trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że się nie poddajesz. Ostatnio też nie do końca potrafię udźwignąć niejedzenie. Oby nam się udało. Musi nam się udać.

    OdpowiedzUsuń